Recenzja kultowego Embryolisse Lait-Crème Concentré

Pewnie nie trzeba go przedstawiać  ale pozwólcie że mimo wszystko przytoczę hasła które powtarzają się w opisach czy recenzjach tego kosmetyku.

Sekret urody Paryżanek. Jeden z najlepiej sprzedających się kremów nawilżających na świecie. Must have makijażystów.
oto i on: Embryolisse Lait-Crème Concentré

 

Czy ten kultowy krem ma jakieś wady? Pozwólcie, że spróbuje rzetelnie odpowiedzieć na to pytanie, ale zacznijmy po amerykańsku- od pozytywów.

Z Lait – Creme Concentre zetknęłam się po raz pierwszy na backstage’u pokazu mody 5 lat temu więc od początku w mojej świadomości zapisał się on jako idealny krem do przygotowania cery modelek. Muszę przyznać, że chyba nie spotkałam makijażysty z branży beauty/fashion, który nie miałby go w swoim kufrze. Jak żaden inny ekspresowo nawilża często przesuszoną skórę modelek pozostawiając na niej delikatnie tłustawą warstewkę, która stanowi doskonały punkt startowy do uzyskania świeżej, promiennej skóry kipiącej zdrowym, młodzieńczym blaskiem. Dzięki sporej dawce nawilżenia i składnikom emolientowym skóra delikatnie się błyszczy a podkłady i korektory świetnie się na nim rozprowadzają i nigdy nie wyglądają sucho i tępo.   Warto wspomnieć, że właśnie tego produkty używa legendarna Pat McGrath przygotowując swoją legendarną „Pat McGrath skin”. Jednym słowem: idealny krem nawilżający, który doskonale sprawdza się w pracy przy sesjach zdjęciowych i pokazach mody. Pięknie wygląda na zdjęciach więc przyznam się szczerze, że to on zawsze towarzyszy mi jako podstawa makijażu cery  podczas pracy przy kampaniach beauty.  Czy w innych warunkach również jest niezastąpiony?

 

 

 

Tak, jak wspomniałam wcieśniej Embryolisse zagościł najpierw w moim kufrze i trochę zajeło mu przewędrowanie do mojej prywatnej kosmetyczki. Stało się to ponad rok temu kiedy stan moich komplikacji AZS sięgnął zenitu i poszukiwałam kremu, który ukoi moją atopową skórę. Nie spodziewałam się, że w tej roli sprawdzi się jakoś niesamowicie ale z braku innych opcji zaryzykowałam…i do dzisiaj nie mogę wyjść z podziwu! Moja przesuszona, alergiczna skóra pokochała go od pierwszego nałożenia. Nie szczypie, nie podrażnia, nie zapycha. Koi, nawilża, zmiękcza suche skórki, delikatnie natłuszcza uzupełniając moją podziurawioną warstwe hydrolipidową. A tutaj jeszcze mała ciekawostka, bo kiedy moja skóra go pokochała nadrobiłam braki z wiedzy historycznej i nieco poszperłam poszukując genezy tego kosmetyku. . Otóż Embryolisse Lait Creme Concentre narodził się na oddziale patologii skóry paryskiego szpitala w 1950 roku by ukoić skórę pacjentów borykających się z różnymi problemami skórnymi! No i jak mogłam tego wcześniej nie wiedzieć mając w kufrze to cudeńko przez 4 lata! Wróćmy w spokoju do recenzji:) Jego delikatny, przyjemny zapach jest uzależniający a metalowa oldschoolowa tubka prezentuje się klimatycznie. Od tamtej pory zawsze jestem w posiadaniu dwóch tubek tego kosmetyku- jedna obowiązkowo znajduje się w moim pro kufrze a druga obowiązkowo na nocnym stoliku- do użycia w stanach przesuszenia na noc.

Przedstawiłam wam tyle „ochów i achów”, że pewnie nie możecie doczekać się jakieś wady. I słusznie, bo jest kilka rzeczy o których wspomnieć muszę, a ocene czy można nazwać je wadami pozostawiam już wam.

Jak już wspomniałam Embryolisse jest kremem nawilżającym więc teoretycznie tylko nawilżenia powinno się od niego wymagać ale skoro nazywają go sekretem urody paryżanek to weźmy pod lupę jego sekret- czyli skład.

 

Aqua (water), Paraffinum Liquidum, Stearic Acid, Glyceryl Stearate, Triethanolamine, Cera Alba, Cetyl Palmitate, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Parfum, Steareth-10, Propylene Glycol, Aloe Barbadensis, Hydrolyzed Soy Protein, Tropolone, 1,2-Hexanediol, Caprylyl Glycol, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7.

Na pierwszy rzut oka nic szczególnego.  Na drugiej pozycji w składzie parafina potem kilka substancji nawilżających i emolientowych, masło shea, aloes, proteiny soi i właściwie tyle. Prosty, przejrzysty skład. Oprócz osób „mentalnie uczulonych” na parafinę lub tych z wyjątkowo tłustą cerą nikt nie powinien czuć się rozczarowany ale w dobie zaawansowanch formuł kosmetycznych naszpikowanych artylerią substancji aktywnych skład Lait – Creme Concentre nie wypada jakoś szałowo pod kątem aktywnych składników. Oczywiście nikt nie twierdzi że jest to krem z bogatym, przeciwzmarszczkowym wnętrzem więc chyba nie mam prawa bardziej się tego czepiać, ale gdyby w składzie znalazł się jakiś przyjemny antyoksydant czy peptyd to byłabym przeszczęśliwa.  Zapewne prosty (może dla niektórych trochę za prosty) skład wynika to z długiej historii kremu więc nawet ten aspekt da się pozytywnie wytłumaczyć: po co ulepszać coś, co już jest doskonałe. Kiedy jesteśmy już przy wadach to jak przystało na zagorzała propagatorkę ochrony przeciwsłonecznej muszę wspomnieć o jeszcze jednej kwestii. Lait – Creme Concentre nie jest kremem z filtrem dlatego osobiście nie używam go na dzień (chyba że na górę nakładam podkład z wysokim filtrem). Ot i to jest moja nawiększa bolączka bo jeśli ten genialny krem byłby również dostępny w wersji z SPF to mogłabym zapomnieć o moich ukochanych azjatyckich filtrach. I w kwestii wad to na tyle bo mimo, że patrząc na skład nie widzimy jakiś turboniespodzianek to po raz kolejny możemy się przekonać, że sekret kosmetyków nawilżających tkwi w formulacji, w odpowiednich proporcjach by krem robił to co należy. A ten niewątpliwie świetnie spełnia swoje zadanie i za to go kocham i na inny nie wymienie!

 

Oczywiście warto wspomnieć, że ze względu na zawartość substancji emolientowych i wspomnianą wcześniej wyczuwalną warstewkę tłuszczową Lait – Creme Concentre może sprawić komplikacje w noszeniu go pod makijażem w przypadku osób z tłustą skórą. Oprócz tego nałożony w nadmiernej ilości w ogóle może sprawić, że podkłady będą z niego „zjeżdżać” ale to uwaga dotycząca wszystkich tłustszych kremów nawilżających.

 

Embryolisse Lait – Creme Concentre 75 ml

 

Continue Reading

Zimowa pielęgnacja: 7 sposobów na promienną cerę w sezonie zimowym

 

 

Bez względu na to jak długa i słoneczna byłaby jesień zima kiedyś nadejść musi. A skoro już musi (choć klimatolodzy twierdzą, że być może za kilka lat obowiązek nadejścia zimy zostanie zniesiony przez ministerstwo globalnego ocieplenia) to lepiej za wczasu przygotować się mentalnie i ekwipunkowo na niesprzyjające warunki pogodowe. Zimno, wiatr, suche powietrze w ogrzewanych kaloryferami pomieszczeniach oraz dłuuugie gorące kąpiele w czasie których próbujemy wrócić do stałocieplności, wszystko to niszczy barierę hydrolipidową. Efekt? Sucha, szorstka, pozbawiona blasku skóra, która swędzi, piecze i z całych sił woła o pomoc. Z pomocą nadciągam ja z moimi 7 sposobami na zachowanie pięknej, promiennej i nawilżonej skóry w trudnym sezonie zimowym.

fot. Weronika Kosińska
mod. Basia Strońska Sd Models
makeup. Aga Brudny

 

1. Pij wodę

W letnie upały picie dużej ilości wody przychodzi z łatwością ale w zimowe dni szybciej sięgamy bo gorące herbaty, kawy lub o zgrozo, gorące czekolady z podwójną porcją bitej śmietany dla przywrócenia bezpiecznego poziomu endorfin. Prawa jest jednak taka, że mimo tego, że nie odczuwamy pragnienia tak wyraźnie jak latem, to nasze ciało wciąż potrzebuje jej tyle samo. Picie zimnej wody w zimne dni nie przychodzi Ci z łatwością? Rozwiązaniem problemu może być picie gorącej wody z dodatkiem soku z cytryny, imbiru i szczyptą kurkumy. Nawadnia, rozgrzewa a dodatkowo działa zbawiennie na nasz przewód pokarmowy. Pij minimum 8 szklanek wody dziennie i pamiętaj że kawa lub mocna herbata nie wliczają się w to rozliczenie.

 

2. Nawilżaj i natłuszczaj

 

Nawilżenie to podstawa pielęgnacji cery ale w sezonie zimowym warto zatrzymać się na chwilę przy kwestii natłuszczenia. W związku z trudnymi warunkami klimatycznymi ochronny płaszcz lipidowy naszej skóry ulega podniszczeniu czego rezultatem jest uciekanie cennego nawilżenia z głębszych warstw skóry. Dlatego zwróć uwagę, na to, czy twój zimowy krem nawilżający (także twój krem pod oczy) ma w składzie substancje uszczelniające warstwę lipidową naskórka: substancje oleiste lub emolienty. Jeśli nie możesz rozstać się ze swoim ulubionym letnim kremem nawilżającym zawsze możesz wklepać niewielką ilość tłustszego kremu na górę lub domieszać kilka kropel olejków do swojego lekkiego kremu nawilżającego. Szeroki wybór olejków dostępnych na każdym kroku może przyprawić o zawrót głowy. Wśród moich osobistych faworytów muszę wymienić olejek różany, olej marula i olej z pestek malin, które na dobre zagościły w mojej codziennej pielęgnacji. A dodatkowo pamiętaj o wprowadzeniu do swojej diety produktów bogatych w zdrowe tłuszcze takich jak różne rodzaje orzechów czy awokado.

 

Mokosh Olej z pestek malin
Embryolisse Lait-Crème Concentré
The Ordinary 100% Cold-Pressed Virgin Marula Oil
Emolium Krem ochronny na wiatr i mróz
The Ordinary 100% Organic Cold-Pressed Rose Hip Seed Oil
Glossier Priming Moisturizer
Pharmaceris Emotopic- specjalny krem natłuszczający

 

3. Pielęgnujące oczyszczanie

 

Zacznijmy od temperatury wody. Gorąca woda niszczy barierę ochronną naskórka przez co wysusza skórę dlatego w sezonie zimowym polecam myć twarzy letnią wodą. Ta zmiana nic nie kosztuje a przynosi widoczne rezultaty! Jeśli chodzi o produkty to radzę odstawić do maja kosmetyki na bazie mydła lub te z lekką żelową formułą i orzeźwiającym efektem cytrusów czy zielonej herbaty na rzecz gęstych śmietanek, azjatyckich olejków lub kremowych mleczek. Tego rodzaju produkty myją nie naruszając bariery ochronnej naskórka i dodatkowo ją nawilżają. Przy okazji mycia twarzy gęstymi, odżywczymi produktami warto wykonać masaż twarzy, który sprawi, że skóra będzie lepiej ukrwiona i bardziej jędrna. Fibroblasty, komórki skóry odpowiadające za jędrność i sprężystość pobudzane są do pracy mechanicznie więc absolutnie nie bój się masowania, ugniatania i klepania. A jeśli tylko zasobność twojego portfela ci na to pozwala wybierz się na relaksujący masaż twarzy do specjalisty.

Zimowe produkty do oczyszczania twarzy: Pharmaceris Delikatna śmietanka oczyszczająca
Sylveco Arnikowe mleczko oczyszczające
Glossier. Milky Jelly Cleanser
Mizon Great Pure Cleansing Balm
Resibo Olejek do demakijażu
Skin 79 Rice Cleansing Oil
Miya Lekki Olejek do demakijażu i oczyszczania

 

4. Zamaskowana

 

Długie zimowe wieczory sprzyjają niekończącemu się przesiadywaniu w towarzystwie różnego rodzaju pożeraczy czasu a warto zwrócić uwagę, że już jeden odcinek ulubionego serialu Netfixa wystarczy by nasza skóra poczuła się cudownie dopieszczona. Wystarczy, że w trakcie trwania odmóżdżających programów na twarzy zamontujemy maskę, która odpowiada aktualnej potrzebie naszej skóry. Wśród moich ulubionych znajdują się maski w płacie z wyciągiem ze śluzu ślimaka (regeneruje i uspokajające podrażnienia), mlekiem i miodem (odżywia i nawilża) lub aloesem (nawilża i regeneruje). W szczególności polecam moje ulubione maski w płacie marki Seoulista Beauty wykonane z genialnego materiału przyszłości- biocelulozy, ale o nich będę jeszcze pisać w osobnym poście. Jeśli wolicie maseczki w tradycyjnej postaci kolorowej mazi to polecam najnowsze maski glinkowe mokosh- cudownie oczyszczają, nawijżają i rozpromieniają skórę. Dla osób niecierpliwych, nielubiących mozolnego zmywania kolorowych błotek polecam maski całonocne a wśród nich moją ulubioną Kiehl’s Overnight Sleeping Mask. Po nałożeniu wieczorem na całą skórę twarzy i szyi idziemy grzecznie spać jak gdyby nigdy nic a rano po delikatnym przemyciu skóry odkrywamy cudownie nawilżoną i promienną skórę- znam, stosuję, polecam.

 

Najlepsze maseczki na zimę:
Mokosh Cosmetics 100% biała glinka
Origins Dirnk Up Intesive Overnight Mask
Seoulista Beauty Super Hydration Instant Facial
It’s Skin Honey Sheet Mask
Kiehl’s Ultra Facial Overnight Hydrating Mask
L’oreal Maska wygładzająca z glinką

5. Złuszczanie

 

Ze względu na osłabione promieniowanie UVA/UVB zima jest idealną porą na peelingi chemiczne. Odsłonięta przy pomocy terapii kwasowej skóra ma mniejsze szanse by nabawić się poparzenia słonecznego czy przebarwień więc nie zwlekaj i zacznij już teraz. Kilkuetapowa terapia kwasowa przynosi obłędne rezultaty w postaci odświeżonej, wygładzonej i ujędrnionej buzi gotowej na przyjęcie aktywnych składników, które przez cały rok wklepujemy w nią w postaci ser czy esencji. Kwasy mogą być stosowane przy każdym rodzaju cery z wyłączeniem problemów skórnych jakim jest AZS, egzema, aktywna opryszczka czy łuszczyca. W innych wypadkach, nawet przy skórze delikatnej czy naczyniowej możliwe jest stosowanie delikatnych kwasów (mlekowego, migdałowego, azelainowego), które również przynoszą widoczne efekty. Produkty z niskim stężenim kwasów mogą być bezpiecznie stosowane w warunkach domowych (np. Ziaja Pro krem złuszczający 5% kwas migdałowy +AHA, toniki z kwasami AHA i BHA, produtky z kwasem BHA w stężeniu do 2%, kwasy PHA) Jeśli czujesz potrzebę terapii kwasowej w wysokim stężeniu ale nie czujesz się na siłach by ocenić stan swojej skóry i dobrać odpowiedni rodzaj kwasów, nie ryzykuj i udaj się do profesjonalisty. Ja w tym roku postanowiłam na produkt z kwasami AHA 30% i BHA 2% marki The Ordinary.

 

Produkty z kwasami:
Paula’s Choice Skin Perfecting 2% BHA Liquid Exfoliant
BIelenda 20% Kwas Laktobionowy
Bandi krem z kwasem migdałowym i polihydroksykwasam
The Ordinary Glycolic Acid 7% Toning Solution
Pharmaceris Krem z 5% kwasem migdałowym
Iwostin Peeling z 12% kwasem glikolowym
The Ordinary 30% AHA + 2% BHA Peeling solution
Ziaja Krem złuszczający 5% kwas migdałowy + AHA

6. Filtruj

 

Mimo, że promieni słonecznych w zimie mamy jak na lekarstwo to wciąż nie jesteśmy zwolnione z obowiązku używania filtrów przeciwsłonecznych i to nie tylko w trakcie terapii kwasowych. Dlaczego? Promieniowanie UVB którego widocznym znakiem oddziaływania na nasza skórę jest piękna hollywódzka opalenizna znacząco osłabia się w szarym sezonie zimowym ale promieniowanie UVA wciąż działa i to działa jeszcze podstępniej niż w lecie bo z ukrycia, zza chmur. Ani chmury ani szyby okienne nie zatrzymują przenikania promieniowania UVA a to ono odpowiedzialne jest za wnikanie w głębsze partie skóry w celu bezlitosnego osłabienia jej kondycji. I tu nie chodzi tylko o przebarwienia, plamy posłoneczne czy hiperpigmentację ale o powstawanie wolnych rodników, które działaja jak cisi zabójcy i jak wiadomo nie są najlepszymi przyjaciółmi kobiety (a szkoda bo słowo „wolne” generalnie budzi wśród kobiet pozytywne skojarzenia). Dla osób obawiających się używania filtrów chemicznych polecam azjatyckie kremy z filtrami mineralnymi, które działają na zasadzie fizycznego odbijania promieni słonecznych bez wnikania w głąb skóry.

 

Najlepsze kremy z filtrami:
Skin 79 Non chemical sun block SPF50
Missha all-around safe blockSPF50+
Bioderma Matyfing fluid SPF 30
Shiseido Urban Environment UV Protection Cream Plus SPF50
Avene Hydrance Optimale Legere UV SPF 20

7. Usta pod szczególną ochroną

 

Nasze delikatne usta w zimie nie mają lekko. Nie dość, że zimową porą trudno o wystarczająca dawkę słonecznych endorfin to jeszcze całowanie się na mrozie zawsze kończy się istną (ustną) katastrofą. Niska temperatura i wiatr w połączeniu z nawykiem oblizywania ust skutkuje popękanymi, spierzchniętymi ustami. Na ratunek śpieszą peelinujące pomadki i cukrowe peelingi do ust, które nie tylko złuszczają, odżywiają i zmiękczają skórę warg ale także pobudzają nasze zmysły obłędnymi aromatami i smakami. Dla osób lubiących DIY dobra wiadomość- cukrowy peeling do ust jest najprostszym kosmetykiem do wykonania w kuchennym laboratorium. Wystarczy trochę miodu, łyżeczka brązowego cukru i odrobina oleju np. kokosowego i naturalny peeling domowej roboty gotowy. Po wykonaniu peelingu czas na balsam ochronny. Zimową porą zawsze wracam do legendarnego balsamu Tisane, lanomaści Ziaja i balsamu Elizabeth Aarden 8 hour cream. A na stok nie zapomnijcie zabrać balsamu z ochroną przeciwsłoneczną np. pomadki ochronnej Neutrogena SPF 20.

Najlepsze balsamy do ust na zimę:
Mokosh Balsam do ust malina
Elizabeth Arden Lip Care Eight Hour Lip Protectant Tin
Sylveco Odżywcza pomadka z peelingiem
Ziaja Lano maść
Clarins Hydra-Essentiel Nawilżający Balsam do Ust
Neutrogena Pomadka ochronna SPF 20
Tisane balsam do ust

 

A na koniec ostatnia rada jak przejść zimę nie tylko z w kontekście pięknej skóry ale w sensie ogólnej walki o przetrwanie: śpij, śpij, śpij. Ale o dobroczynnym wpływie snu na zdrowie i urodę napiszę co nieco kiedy indziej bo o zimowej pielęgnacji tak się rozpisałam, że pewnie już śpicie:)

Continue Reading